"Pan Prezes, decydując się na zorganizowanie burs na Marysinie, potrafił rozwiązać ten problem we właściwy mu, elastyczny sposób, świadczący o nagięciu możliwości do potrzeb, które wyłoniło samo życie. Dzieci na Marysinie będą otoczone najtroskliwszą opieką, która spędzi troskę o ich los z serc ich rodziców. Skoszarowane one będą wraz z nauczycielstwem w domkach marysińskich, w bursach, według podziału na klasy szkolne. W ten sposób rozsegregowana będzie dzieciarnia nie w stosunku do wieku, lecz poziomu umysłowego. Osiem tysięcy dzieci pracującej ludności korzystać będzie ze wszystkich dobrodziejstw, jaki może im dać ubogie społeczeństwo getta: z natury podczas lata w najpiękniejszej dzielnicy marysińskiej, z wiktu, schludnych pomieszczeń, z nauki we wszystkich zakresach szkoły, a przede wszystkim z fachowej opieki nauczycielstwa którego samozaparcie zapisuje się chlubnie w kronikach getta"1.
Do realizacji tych planów jednak nie doszło, a w najbliższych miesiącach głównie zabiegi władz żydowskich skupiały się na zatrudnieniu jak największej liczby młodocianych – dramatyczny przebieg likwidacji gett w pobliskich miastach rodził obawy co do losu dzieci, uznawanych za władze niemieckie za „element nieprodukcyjny”. Deportacja we wrześniu 1942 r. (vide Szpera) potwierdziła słuszność tych obaw.
Bursą nazywano również sierociniec przy ul. Żydowskiej 16, do której trafiły w maju 1942 r. dzieci z zamkniętego i przeznaczonego na fabrykę trykotaży sierocińca przy Franciszkańskiej 76. Mieszkały w niej sieroty lub półsieroty w wieku 11-17 lat. Zorganizowana została na zasadzie kolektywu: wszystkie mieszkające tam dzieci pracowały, więc dochody przechodziły na rzecz bursy. Józef Zelkowicz (vide) opisał życie dzieci w liczącym 37 pokoi internacie w reportażu „W bursie sierot”.
Mimo skierowania do bursy dwóch wychowawców i dwie wychowawczynie nie uniknięto kłopotów wychowawczych, o czym świadczy fakt, że w lipcu 1942 r. aż 11 dzieci z bursy umieszczono jako „młodocianych przestępców” w Centralnym Więzieniu.
Po deportacji we wrześniu 1942 r. starano się unikać zarówno miejsc zbiorowego zamieszkania dzieci przeznaczając je do adopcji (vide), jak i słowa sierociniec. Używano określeń „domy dla młodocianych robotników” (Heim für Jugentliche Arbeiter), stosując wymiennie słowo „bursa”.
Eliasz Tabaksblat (vide) w opracowaniu o szkolnictwie w getcie wymienia trzy bursy: dla mniejszych dzieci przy ul. Staszyca (Marysin) pod kierownictwem Simy Staw (vide), przy ul. Gnieźnieńskiej 26 (kierownictwo Berty Tabaksblat) oraz dla dzieci trudnych przy więzieniu. W czerwcu 1943 r. z inicjatywy Henryka Neftalina (vide) jako prezesa Sądu dla Młodocianych (vide) otwarto bursę przy Zakładzie Poprawczym przy ul. Szklanej.
Z zachowanej dokumentacji wynika, że decyzje związane z funkcjonowaniem burs (przydziały ubrań i butów, dofinansowanie abonowania książek żydowskich oraz dekrety w sprawie przyjęcia bądź przeniesienia dzieci) wydawane były przez Komisję Opieki nad Młodocianymi (vide).
W albumie poświęconym Opiece Społecznej w getcie podana jest liczba 410 podopiecznych przebywających w bursach.
Źródła
AYV, 03/1315, Dzieje szkolnictwa żydowskiego pod okupacją niemiecką, s. 1;
J. Zelkowicz, W bursie dla sierot [w:] tenże, Piszący te słowa jest pracownikiem gettowej instytucji… „Z dziennika” i inne pisma z łódzkiego getta, tłum. i oprac. M. Polit, Warszawa 2029, s. 65-68.
Kronika, t. 2, s. 363, zapis 5.07.1942; t. 3, s. 273, zapis 11.06.1943.