Przy Sądzie dla Młodocianych działało składające się z 16 osób Koło Kuratorów, w większości przedwojennych nauczycieli. Do zadań kuratorów należały zapobieganie przestępczości oraz działalność wychowawcza w trakcie śledztwa i odbywania kary. Kuratorzy pracowali na zlecenie Sądu i Wydziału Szkolnego (vide). Na potrzeby Sądu przygotowywali opinie o nieletnim, uwzględniając także wywiad środowiskowy.
Ze względu na zamieszanie związane z deportacją do getta Żydów z Rzeszy i Protektoratu, oraz zaangażowaniem Henryka Neftalina w prace Wydziału dla Wsiedlonych (vide), działalność Sądu ruszyła dopiero w czerwcu 1942 r.
Do Sądu dla Młodocianych trafiały sprawy kierowane przez Służbę Porządkową, instytucje, w których doszło do przestępstwa, lub osoby poszkodowane. Z zachowanych wywiadów środowiskowych przeprowadzanych przez kuratorów wynika, że czyny młodocianych starano się oceniać w szerokim kontekście społecznym, uwzględniając warunki getta. Analizowano zwłaszcza sytuację rodzinną i stopień ubóstwa.
Częstymi powodami zatrzymań nieletnich były sprzedaż nielegalnie wytworzonych słodyczy oraz handel sacharyną. Stanowiło to bardzo popularny w getcie sposób zarabiania przez dzieci. Rumkowski uznał to za przestępstwo, jak każdy nielegalny handel. Zatrzymane dzieci (kierowane z dowodem rzeczowym w postaci cukierków) najczęściej tłumaczyły się brakiem wiedzy, że handel nimi jest nielegalny, a chciały pomóc rodzicom w zdobyciu pieniędzy na wykupienie racji. Z kolei wzywani przed Sąd rodzice bronili się, że nie wiedzieli o tym, że dzieci zajmują się handlem. Przy pierwszym zatrzymaniu Sąd udzielał zwykle jedynie upomnienia.
Zdarzały się sprawy kierowane do Sądu dla Nieletnich przez rodziców, np. z powodu kradzieży jedzenia innym członkom rodziny bądź zjadanie w ciągu dwóch dni racji przeznaczonej na dwa tygodnie. Ukaranie dziecka choćby pobytem w Domu Poprawczym miało pomóc w jego dyscyplinowaniu.
Rozprawę przed Sądem dla Nieletnich wspominał tuż po wojnie Józef Śmietana. Sądzony był w nim jego młodszy, dziewięcioletni brat, który kradł z pola zasadzone ziemniaki. Po kilku dniach śledztwa otrzymał dozór kuratora, z zastrzeżeniem, że za kolejne przestępstwo odpowiedzialność poniesie ojciec. Rodzina bała się przede wszystkim wciągnięcia brata na listę skazańców, bo wtedy wszyscy mogli zostać wysiedleni.