Do masowych zachorowań na grypę doszło na początku 1944 r. Rozprzestrzenianie się choroby przyspieszyła łagodna zima. Rywka Lipszyc zapisała wówczas w Dzienniku:
„A chociaż już jest 21 stycznia, prawdziwego mrozu jeszcze nie było, przeciwnie, pogody raczej wyglądają na marzec, kałuże, błota, i dlatego tak się grypa rozpanoszyła. W zeszłym tygodniu był mały przymrozek i grypa ustała, ale gdy są błota, powraca… Póki żyję, takiej zimy nie widziałam…”1.
W Kronice (vide) podano, że liczba chorych w resortach (vide) i wydziałach sięgała 50% załogi. Oskar Rosenfeld (vide) poświęcił panującej wtedy epidemii grypy tekst z cyklu „Małe zwierciadło getta”:
„Epidemia grypy. Nie ma przerw w cierpieniu ludzi z getta. Lato przyniosło z sobą dur brzuszny, jesień gruźlicę – w obydwu wypadkach z zagrożeniem życia – a zima 1944 r. zameldowała się epidemią grypy. Symptomy tej choroby nie zdradzają żadnego związku ze specyficznym charakterem getta. Chodzi o infekcję spowodowaną niekorzystnymi warunkami pogodowymi. W dniach ze sprzyjającą pogodą maleje liczba nowych zachorowań. Sama infekcja nie jest jeszcze dostatecznie zbadana bakteriologicznie, jednak pewne jest, że mamy do czynienia z bakcylem grypogennym. Choroba objawia się w pierwszym stadium wysoką gorączką, do 40 stopni, po dwóch dniach następuje spadek temperatury i ustępowanie innych objawów, jak osłabienie, brak apetytu i kaszel. Zwykle występuje też katar oskrzelowy, który zaczyna się gwałtownie, ale wkrótce ustępuje. Jak dotąd, czyli w pierwszym tygodniu stycznia, grypa nie dawała powodów do obaw. Większość przypadków przebiega normalnie i kończy się zupełnym wyzdrowieniem. Komplikacje są rzadkie. Często zdarza się, że pacjent wyzdrowiał, zanim jeszcze lekarz go zbadał i postawił diagnozę. Uzdrowienie odbywa się w bardzo niekorzystnych warunkach. Wiadomo, że niedożywienie, brak odpowiedniego obuwia, brak opału, niehigieniczne mieszkania, brak leków i opieki czynią zachorowania w getcie niebezpieczne. Lekarze mówią. Przepisujemy najczęściej mixtum rectoralis oraz tabletki acetylinowe (rodzaj aspiryny) przeciwko gorączce, bólom głowy i stawów. Innymi środkami nie dysponujemy. Aptekarze mówią. Reagujemy na epidemię grypy o tyle, że mamy już przygotowane dla pacjentów medykamenty: buteleczki ze środkiem wykrztuśnym (Expectorans), tabletki przeciw gorączce. Na inne leki, o ile w ogóle są, pacjenci muszą czekać z powodu masy recept co najmniej dwa dni. Wydział Zdrowia mówi. W okólniku do lekarzy zwracaliśmy uwagę na przeciążenie aptek (vide) i brak medykamentów. Jednocześnie zalecaliśmy lekarzom przepisywanie tylko prostych leków. Ponieważ lekarze w przychodniach nie mogą zrealizować zleconych wizyt domowych, oddelegowaliśmy większą liczbę lekarzy resortowych i zarządziliśmy, by odbywali również wizyty domowe.
Każdy lekarz w przychodni czy w resorcie ma do zrealizowania do dziesięciu wizyt domowych. Przez te posunięcia mamy nadzieję, że podnieśliśmy do maksimum opiekę nad chorymi na grypę i skuteczność leczenia. Szpital mówi. Epidemia grypy dotyczy nas w małym stopniu, ponieważ tylko ciężkie przypadki zapalenia płuc czy innych komplikacji wymagają hospitalizacji. Doświadczenie mówi. Według pobieżnych statystyk prawie 40% ludności getta choruje. Nie wszyscy pacjenci zgłaszają się do lekarza. Wielu nie jest obłożnie chorych i pracuje”2.