„Udało nam się dziś w resorcie narobić bałaganu przy odbieraniu obiadu w kuchni, w wyniku czego Rywek Skoczylas, który to «zrobił», miał sześć zup, ja jako «gość» dwie dodatkowe zupy i jeszcze kilkanaście robotników po jednej, dwie lub po trzy zupy. Bez kiełbasy naturalnie, bo ta jest odliczona. Było trochę strachu, żeby nas nie wzięli za to do fekalii, ale jakoś przeszło. Drugi raz już się chyba nie uda, bo za dużo ludzi już wie o tym”1.
Często pomagała też osobista znajomość z osobą nalewającą zupę (vide Wydzielaczka) lub protekcja u kierowników kuchni. Uciekano się także do łapówek, przekupując urzędnika potwierdzającego stemplem wydanie posiłku, by tego nie czynił, dzięki czemu można było na ten sam kupon odebrać dodatkowy posiłek. Niesprawiedliwości w rozdzielaniu posiłków rzucały się w oczy i wywoływały ogromne niezadowolenie pośród szerokich mas społeczeństwa. Ujawnione próby wyłudzenia dodatkowej porcji niosły ze sobą ryzyko poniesienia kary, o czym wspominał Dawid Sierakowiak w swoim Dzienniku.
Źródła
D. Sierakowiak, Dziennik, red. Ewa Wiatr, Adam Sitarek, Warszawa: ŻIH 2016 s. 284.